Strona Główna Forum STOWARZYSZENIA ELEKTRYKÓW POLSKICH
Witamy :)

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Kącik poezji
Autor Wiadomość
Lepton 
Uczestnik forum


Pomógł: 2 razy
Dołączył: 02 Sie 2008
Posty: 25
Skąd: Lublin
Wysłany: 03-08-08, 19:29   Kącik poezji

Pan Transformator

Mały Murzynek z Republiki Konga
Nie zwał się Bambo, lecz zwał się Bomba
Skończył czytankę swą pierwszą murzyńską
Opuścił i w końcu ojczyznę kongijską
Jako, że imię miał dość wybuchowe
Stwierdził: “ja do fizyka mieć głowę”
Poszedł na uczelnię, tam się biedak uczy
Jak działa transformator i dlaczego buczy
Że rdzeń musi mieć z ferromagnetyka
Ważne to i się tyczy każdego elektryka
Że są też cewki ze źródłem napięcia
Murzynek regularnie zalicza zajęcia
O tym dotychczas nie miał pojęcia
Że są dwa uzwojenia: pierwotne i wtórne
“To być za trudne, to też być durne”
Ale uczy się choć jest jeszcze małym smykiem
Przecież chce zostać w końcu wielkim elektrykiem
I wie też, że transformator posiada przekładnie
Żeby wszystko działało płynnie i ładnie
I wie, że transformator podwyższa napięcie
Że to jest główne elektrowni zajęcie
Uczy się Bomba, zalicza praktyki
Bo już niedługo wróci do Afryki.

Można pomyśleć, że skończona historia
Ale to tylko na razie teoria

Gdzieś w środkowej Polsce, powiedzmy w Sochaczewie
Ważne się dzieją rzeczy, lecz nikt o tym nie wie
Do stolicy – Warszawy wysłany będzie prąd
Za który oczywiście zapłaci nasz rząd
Natenczas elektryk Pankracy Prądnica
Chwycił za wajchę, roześmiały mu się lica
Przesunął dźwignię, zabuczał transformator
To Pankracy Prądnica, nie żaden amator
Tu przestał, lecz wajchę trzymał, wszystkim się zdawało
Że prąd płynie jeszcze, to echo buczało
Wielka w tym zasługa tegoż elektryka
Lecz jaki morał z tego wynika?

Będę się streszczać by zdążyć przed kolacją
I wiersz ten zakończę... właśnie inwokacją!
O transformatorze mój ty luby!
Żebyś nie był powodem mej zguby
Odłączę ci choć nie chcesz jedną zwojnicę
Łamiąc swoją wcześniejszą obietnicę
I teraz mój kochany transformatorze
Nic ani nikt ci już nie pomoże
I zburzony teraz będzie wielki mit świata
Że transformator ponad podziały wylata
Bo ja nie jestem przecież elektrykiem
Teraz w tej chwili zostanę etykiem
I wiem teraz, że o transformatorze
Nie tylko elektryk, pisać każdy może
Bo ty masz wielkie nieocenione walory
Elektrycy wszystkich krajów łączcie transformatory!


Autor: !lyricson gg#5569767
Ostatnio zmieniony przez Jan_Czech 30-12-09, 19:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Lepton 
Uczestnik forum


Pomógł: 2 razy
Dołączył: 02 Sie 2008
Posty: 25
Skąd: Lublin
Wysłany: 03-08-08, 20:02   

Zauważyłem że forum odwiedzają także elektrycy spod kopalni a także osoby którzy niezbyt ich lubią mając ich za ryli którzy znają się aby na łopacie, tak więc dla ludzi którzy nie maja bladego pojęcia o ich pracy jak i dla tych którzy pracują podziemia a chcieliby dowiedzieć się jak to się pracowało chociażby w latach 90 to wklejam opowieść górniczą z życia wziętą z Sztychownicy później opublikowanej w Trybunie Śląskiej w 2001 roku, obecnie pod ziemią troszkę, ale to tylko troszkę się zmieniło ;)

Odcinek 22 ELEKTRYKORZ POD ŚCIANĄ

Elektrycy dołowi, podobnie jak spawacze, mają również swoją Instrukcję i wypowiadają się o niej z należytym respektem. Stosować jej, rzecz jasna, nie mogą, gdyż – jako sabotażyści – znaleźliby się zaraz za bramą. Zanim opiszę, jak Instrukcja elektryczna ma się do życia – kilka wierszy wprowadzających.

Otóż węgiel jest urabiany i transportowany przez dość potężne urządzenia o napędzie elektrycznym. W różnych miejscach zainstalowane są silniki o mocy od 15 do 250 kilowatów (silnik w domowej pralce automatycznej nie ma nawet jednego kilowata). Do załączania tak wielkich odbiorników energii nie wystarczy zwykły pstryczek. Potrzebne są specjalne aparaty, a najpopularniejszym z nich jest KWS, czyli Kopalniany Wyłącznik Stycznikowy. Taki wyłącznik sam w sobie jest większy i cięższy od pralki!

Składa się KWS z ognioszczelnej obudowy, wykonanej z grubych blach stalowych, i wnętrza, wypełnionego różnymi przewodami, przekaźnikami, stycznikami i innymi cudami techniki elektrycznej. Wszystko to w środku gra, załącza, przełącza i iskrzy jak należy. A ognioszczelność i przeciwwybuchowość polega na tym, że gdyby – wskutek iskrzenia – nastąpił wewnątrz KWS‑u wybuch metanu, to obudowa ma ten wybuch wytrzymać i nie dopuścić do przeniesienia ognia na chodnik. Czyli jest tu zupełnie odwrotnie niż z ognioodporną kasą pancerną, która ma chronić zawartość przed zewnętrznym pożarem.

W pobliżu ściany jest kilkanaście KWS‑ów, nazywanych też bombami ze względu na osobliwy kształt i pancerną, idiotoodporną konstrukcję (nawet kilofem się natrudzisz, zanim rozwalisz). Wnętrze KWS‑u jest tak skomplikowane, że co pewien czas coś musi nawalić. Wtedy ściana staje i trzeba budzić elektryka. Ten zrywa się, bierze torbę z narzędziami, biegnie, a po drodze dowiaduje się: dokąd.

Przy bombach pod ścianą czeka już ze dwóch górników, którzy bezsku­tecz­nie próbują manipulować zewnętrznymi pokrętłami.

‑ I co, druciorz, juzaś bydymy bez ciebie pół szychty stoć?!

‑ Chopie! Ty mie nie szteruj, ino odwal ta berga, bo bydymy stoć cało.

‑ Sam sie odwal!

‑ Jo moga. Już leża!

Górnicy, chcąc – nie chcąc, muszą teraz usuwać stukilową bryłę kamienia, którą przed chwilą zrzucili, swoim zwyczajem, z grota w wolne miejsce przed wyłącznikami. Takie jest prawo: górnicy robią w węglu i kamieniu, elektrykarz – w drutach. I wszyscy się pilnują, żeby przypadkiem nie wyjąć komuś roboty z ręki. Górnicy właśnie zrobili wolne miejsce przed wyłącznikiem.

‑ I na co jeszcze czekosz? Odewrzyć ci tyn kawues?

Otwieranie pancernej płyty czołowej KWS‑u specjalnym kluczem trwa nieraz dłuższą chwilę.

‑ (...) to pyrlikim, to zaro pódzie!

‑ Pyrlikim to ty sie możesz bodnonć w (...)!

Pokrywa zdjęta, czterokilowy młot, zwany pyrlikiem, okazał się tym razem niepotrzebny.

‑ Co, druciorz, wyłonaczysz to, czy zawołać elektryka?

‑ Sztajger, biercie tygo (...), bo komuś tu (...)!

Sztygar górniczy jest już na miejscu i mityguje podwładnych.

‑ Dejcie mu pokój, bo jeszczy co (...).

‑ I tak (...). Widzicie, że jeszczy śpi.

To jednak przebudziło elektryka.

‑ (...) jego mać! Pacz sie stracić, bo nie ryncza za siebie!

Elektryk teraz próbuje wysunąć z pancernej obudowy wkład z aparaturą.

‑ Achim, skocz no po kilof, bo nie wychodzi.

‑ Skoczyć to ci moga na (...), to ci zaro wydzie.

Tymczasem zebrało się w pobliżu jeszcze paru górników, ktoś podał kilof. Sztygar niecierpliwi się.

‑ No i co, elektrykorz, co tam je?

‑ (...) sie.

‑ Tyla to jo wiym bez twoji godki. Kiedy to pódzie?

Prawo pozwala elektrykowi w takiej sytuacji bezkarnie wykorzystać chwilową przewagę nad sztygarem górniczym. Stąd też filozoficzna odpowiedź.

‑ Jak bydzie zrobione.

Ale i sztygar jest rajcowany przez górników.

‑ Sztajger, z druciorzym nie dojdziecie. Dzwóncie do warsztatu, niech tu przyślom takigo, co sie zno!

Elektryk, trafiony celnie „w kompetencję”, sprawdza teraz pospiesznie układy.

‑ Suchej no – sztygar do elektryka – stojimy już dziesiynć minut, musza to zgłosić do dyspozytora.

‑ Czekejcie, zaro to klacnie.

Już bezpieczniki podrutowane, styki sprawdzone, wszystkie elementy ruchome wypróbowane. Niekiedy to wystarczy. Wkład aparaturowy wsuwa się na swoje miejsce, zamyka się pokrywę i jaaazda! Bywa też inaczej.

‑ Nie idzie, elektryk, dzwónia do dyspozytora.

‑ A dzwóncie choby i do ministra.

Sztygar idzie do telefonu, elektryk znowu wyciąga wkład, a obserwatorzy nareszcie mają używanie.

‑ Chopy, jo ida sie drzymnunć, ino łobudzić mie na szychta!

‑ Jo już ida na szyb. Łón tygo do nocki nie zrobi.

‑ Zrobić, to łón zrobi. Yno że w galoty!

‑ W galotach to łón już mo dawno narobione.

‑ Jaaa, zobocz yno, jaki pokurczony.

‑ Chopy, ale mara! Nadżistoł do galot choby byk!

W wyłączniku coś musiało się spalić, bo wydobywający się z wnętrza smro­dek drażni subtelne nozdrza publiczności. Mimo to nikt nie rezygnuje z uczest­­nictwa w spektaklu.

*

Odwracam na chwilę uwagę od biednego elektryka i spoglądam na jego prześladowców. Młode twarze, chłopięce... Ale nie, w kopalni nie ma „chłopców”. Takiego przezwiska w ogóle nie można użyć na dole, bo prawo zezwala dać od razu w mordę bez możliwości oddania. A jak już się komuś wymknie niechcąco – zostanie zgromiony i sponiewierany. „Chłopcy są u szewca!” – usłyszy. Przypuszczam, że każdy współczesny szewc ucieszyłby się, gdyby pozyskał jakiegoś ucznia. Niestety, w to, że „chłopcy są u szewca”, zdają się wierzyć tylko strażnicy dołowego rytuału.

To spostrzeżenie każe mi zastanowić się, czy pod Racławicami nie występował przypadkiem Kiliński. Jeżeli bowiem słynny okrzyk: „Chłopcy, wziąć mi te armaty!” historia przekazała nam bez zniekształceń, to nie mógł tego powiedzieć Kościuszko, bo kosynierzy, obrażeni, nie biliby się tak dzielnie. (Sto lat później Maria Konopnicka napisała: „A najgęściej giną chłopy”. I miała rację w dwójnasób).

*

Elektryk wydobył właśnie z torby oczko i sprawdza ciągłość obwodów. (Oczko to jest bateryjka i światełko. Jak obwód jest zamknięty – żarówka świeci. W latach 80-tych elektryk nie miał innych przyrządów na wyposażeniu).

Wkład przemierzony, luźny przewód dokręcony, wszystko na swoim miejscu, pokrywa zamknięta a przenośnik jak stał – tak stoi.

‑ No, godołech, paralite nasłali.

‑ Jo ci padom, un jes tyż za darmo drogi. Wczoryj stoł godzina nad kawu­esym, a wisz co było? Wyłonczone w rozdzielni! Cały pozióm ni mioł sztrołmu!

‑ Jo cie (...). To je do niego podobne!

Elektryk się w końcu zdenerwował.

‑ A wiysz co je do ciebie podobne?!

‑ No?

‑ (... ... ... ... ... ... ... ... ...)!!!!!

‑ To ci pedzioł, Achim! I ty to strzymosz?

‑ Jo go (...). Żeby był w robocie taki mocny jak w pysku, toby nie patrzoł na ta bumba choćby glapa w (...).

Elektryk nie ma teraz czasu na przegwarki. Awaria trwa już dwadzieścia minut, a jeżeli przekroczy pół godziny – do szychtownicy wpiszą mu dniówkę pańską, trzy razy tańszą od akordowej. Warto więc się spieszyć. Na ciągłe otwieranie i zamykanie pokrywy nie ma czasu. Trzeba badać wkład pod napięciem. Istnieje wprawdzie blokada, która ma uniemożliwić załączenie przy otwartej pokrywie, ale rozmontowanie tej blokady jest dziecinną igraszka dla fachowca. Gdzieniegdzie zresztą blokada jest wybudowana na stałe – to przy­spie­sza częste naprawy.

A teraz zostało już tylko parę minut. Sztygar znów jest na miejscu awarii.

‑ Termik zmostkowałeś?

‑ Jaa, ziymnozwarciowy tyż, czasowy tyż.

‑ A magnetyczny?

‑ Ee, sztajger, tego tu niy ma od poczontku.

‑ A bezpieczniki?

‑ Wzmocnione.

‑ No to ki (...)?

‑ (...) go wi. Dodatkowy chyto, a stycznik stoi choby (...) w galarecie.

‑ To bydom styki, (...) gupi! – Sztygar napatrzył się już na wiele takich awarii, więc wypowiada się z dużym znawstwem.

‑ Dzie styki, sztajger, czyszczone.

‑ No to cewka.

‑ Przemierzono.

‑ To (...). Jedź na dioda wynglowo, a jak bydzie przekładka, to sie to wyłonaczysz.

‑ Nie do rady, sztajger, bo pekao sie wypoliło i musiołech zmostkować.

‑ To jedź z bumby. Nie bydymy skisz takigo (...) stoć!

‑ To bych musioł kijym ciś stycznik.

‑ A ciś choćby (...)! (...) mie to obchodzi!
 
     
EDI 
Aktywny uczestnik forum
Emeryt



Pomógł: 102 razy
Wiek: 63
Dołączył: 26 Cze 2006
Posty: 1572
Skąd: Gryfino
Wysłany: 04-08-08, 14:01   

Witam!
To jest proza życia, czyli szara rzeczywistość. Wielu udaje, że nie widzi problemu, w jakich warunkach musi czasami pracować Elektryk. :sad:
_________________
Pozdrawiam!
-Edward W. (EDI)
 
     
siekierowy 
Aktywny uczestnik forum
elektryk


Pomógł: 237 razy
Dołączył: 19 Cze 2006
Posty: 2341
Skąd: Galicja
Wysłany: 30-12-09, 18:42   

Padł Zając

Świt ze zmierzchem siły zwiera
Moc truchleje, gra Siekiera,
Kwiaty polne - słońca braty,
Zając dziś poniesie straty

Pękną wnet kolejne banie,
Zaparzone w kącie Panie,
Wrzawa rośnie - dym unosi,
Wron płonące jadło wnosi

Padł Zając, padł...

Dzika swołocz targa stoły,
Miłość wypadł spod jemioły,
To ostatni akt dramatu -
Zając siedem ma bez atu

Padł Zając, padł...

Ta historia nie ma końca,
Barwna postać jest z Zająca,
Miś i Zając - dwa psubraty,
Mleczną Drogą hop w zaświaty

Padł Zając, padł...

http://www.jedynamasc.art.pl/spiewnik.html
_________________
Pozdrowienia.
____________
siekierowy
 
     
żwirek 
Uczestnik forum


Dołączył: 18 Sty 2010
Posty: 13
Skąd: z Marsa
Wysłany: 31-01-10, 18:59   

Klawe życie elektryka.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group